Menu Content/Inhalt
Strona główna arrow HARCERZ Z WYBORU I ZAMIŁOWANIA
HARCERZ Z WYBORU I ZAMIŁOWANIA Drukuj Poleć znajomemu
Tadeusz Niemczewski w mundurze harcerskim
Tadeusz Niemczewski w mundurze harcerskim
Tadeusz Niemczewski urodził się 22 lutego 1936 r. w Kazimierzu Biskupim. Ojciec trudnił się szewstwem, natomiast matka prowadziła dom i chętnie wykonywała drobne prace krawieckie. Rodzina posiadała również 5-morgowe gospodarstwo rolne.
Gdy wybuchła wojna, miał zaledwie trzy lata. Nie może więc pamiętać wydarzeń związanych z okupacją niemiecką. Jednak doskonale zapamiętał wkroczenie do Kazimierza Biskupiego wojska radzieckiego w styczniu 1945 r. W jego rodzinnym domu zamieszkał sowiecki krawiec szyjący mundury i płaszcze dla armii. W swej pracy korzystał z maszyny do szycia Singer, która była własnością matki pana Tadeusza.
Po wyzwoleniu przyszła nowa władza, zmiana ustroju oraz reformy, w tym rolna z 1944 r. Choć ojciec Tadeusza bezpośrednio nie uczestniczył w podziale ziemi, przyznano mu działkę. W wyniku tego źródłem utrzymania rodziny Niemczewskich przestało być rzemiosło, a stało się rolnictwo. Gospodarstwo rodzinne poszerzyło swój areał do ponad 10 ha. Dobrodziejstwo władzy ludowej okazało się przekleństwem. Właściciele gospodarstw ponad 10-hektarowych byli traktowani jak kułaki, burżuje i stosowano wobec nich i ich bliskich różne formy represji, np. obciążano obowiązkowymi dostawami zboża, mleka, trzody chlewnej oraz ziemniaków.
W 1945 r. Tadeusz Niemczewski rozpoczął naukę. W szkole podstawowej nauczyciele dbali nie tylko o rozwój intelektualny uczniów, ale także troszczyli się o ich kondycję fizyczną i rozwój duchowy. Z rozrzewnieniem wspomina panią Kołodziejską, która każdy dzień w szkole rozpoczynała i kończyła modlitwą oraz gimnastyką. 
Nie bez znaczenia dla kształtowania systemu jego wartości i przekonań było wstąpienie do Związku Harcerstwa Polskiego, który czerpał wzorce z tradycji skautingu angielskiego. Z nostalgią wspomina zbiórki harcerskie na „tenisie” (korty tenisowe przy pałacu-szkole), kultywowanie tradycji narodowych i religijnych, np. dzielenie się opłatkiem. Niestety, władza ludowa nie pozwoliła długo cieszyć się przynależnością do ZHP. W 1949 r. stworzono organizację nazywaną potocznie „czerwonym harcerstwem” (Organizacja Harcerska). Wprowadzono oficjalny zakaz noszenia przez harcerzy ZHP krzyży. Młodzież potrafiła stawić czoło absurdom reżimu. Zakładano krzyże odwrotnie – nakrętką na wierzchu.
Tadeusz Niemczewski po ukończeniu szkoły podstawowej pragnął kontynuować naukę w liceum ogólnokształcącym. Okazało się to niemożliwe ze względu na „kułacze” pochodzenie rodziny. Zawiedziony, ale nie zniechęcony tym faktem, w 1951 r. rozpoczął naukę w Liceum dla Pracujących w Koninie. Jednocześnie pomagał rodzicom w pracy w gospodarstwie.
Początek lat 50. to okres rozkwitu stalinizmu oraz walki z kulturą, tradycją i religijnością Polaków. O niezadowoleniu z działań władzy ludowej oraz fałszowaniu przez nią historii rozmawiał ze swoim kolegą Jankiem Stalkowskim. Poznali się w 1950 r., gdyż razem uczęszczali do szkoły oraz razem służyli w Kościele jako ministranci. Janek był bratankiem kazimierskiego proboszcza – księdza Bronisława Stalkowskiego i mieszkał wraz z mamą i stryjem na plebanii. Był sierotą po zamordowanym w Ostaszkowie przedwojennym funkcjonariuszu Policji.
Od sierpnia 1953 r. Tadeusz i Janek rozpoczęli działalność konspiracyjną. Własnoręcznie wykonywali ulotki o treściach antyrządowych i antysystemowych, a potem je upubliczniali – najpierw w Kazimierzu (między innymi w parku i na rynku), a później także w Koninie (w szkole pana Tadeusza). Dziś ówczesny konspirator uważa, że ze względu na brak doświadczenia ich działalność była brawurowa, nieprzemyślana, ale potrzebna. Stwierdza również, że władza ludowa przez aresztowania tak młodych ludzi, wykazała nie siłę, lecz swą słabość i lęk przed „dzieciakami w krótkich spodenkach”.
W lutym 1954 r. UB powiązał fakt znajdowania takich samych ulotek w Kazimierzu Biskupim i konińskim liceum. 19 lutego 1954 r. doszło do aresztowania Tadeusza Niemczewskiego. Ze szkoły przeprowadzono aresztanta do siedziby Urzędu Bezpieczeństwa w Koninie. Przez całą drogę pan Niemczewski usiłował pozbyć się listu od kolegi Janka, w którym mowa była o planach dalszej działalności konspiracyjnej. Niestety, nie udało się wyrzucić listu, gdyż uniemożliwiła to eskorta składająca się z trzech funkcjonariuszy UB. W siedzibie Urzędu list dostał się w ręce przesłuchujących. 
Konspirator przebywał w areszcie śledczym przez trzy miesiące. W tym czasie poddawano go wielogodzinnym przesłuchaniom. Najczęściej odbywały się one w nocy. Próbowano wymusić na nim zeznania, podstawiano fałszywych świadków. Najgorsze do zniesienia były jednak tortury psychiczne (zastraszanie, niedwuznaczne aluzje związane z bezpieczeństwem rodziny, szykanowanie i poniżanie).
 

Tadeusz Niemczewski w mundurze harcerskim

25 lutego został aresztowany Janek Stalkowski, który został zatrzymany w szkole w Żychlinie koło Kutna i przewieziony do siedziby UB w Koninie. Jednak nie dane było spotkać się kolegom, choć byli przetrzymywani w tym samym budynku. Przesłuchania miały na celu zdobycie informacji o współpracownikach i planach dalszej działalności. Jednak żaden z opozycjonistów nie powiedział nic ponad to, co funkcjonariusze UB wiedzieli do tej pory. 21 maja 1954 r. zaprowadzono pana Tadeusza przed oblicze rosyjskojęzycznego prokuratora, który wydał zarządzenie o zakończeniu śledztwa. Sporządzono akt oskarżenia i przesłano do prokuratury wojskowej w Poznaniu. 
Do Poznania obu aresztowanych przewieziono pociągiem skutych jednymi kajdankami i tak ich prowadzono przez całe miasto. Rozprawa została wyznaczona na 28 czerwca 1954 r. w Rejonowym Sądzie Wojskowym w Poznaniu. Obrońcą oskarżonych był doktor Stanisław Hejmowski, wykładowca na wydziale prawa, a zarazem obrońca wielu więźniów politycznych. Proces był niejawny ze względu na „bezpieczeństwo państwa”. Oskarżonym mogły towarzyszyć tylko po dwie osoby z rodziny. 
Janek i Tadeusz odpowiadali za złamanie art. 86 kodeksu karnego WP, za co groziła nawet kara śmierci. W czasie procesu „winni” nie mając żadnych szans przyznali się do zarzucanych im czynów, czyli do pisania i rozpowszechniania ulotek między innymi o takiej treści: „Precz z obowiązkowymi dostawami”, „Precz z komuną”, „Precz z sowietami”, itp. Tadeusza Niemczewskiego skazano na 2 lata więzienia, Jan Stalkowski otrzymał karę 1,5 roku więzienia. Po odczytaniu wyroku oskarżeni dostali możliwość 15-minutowego spotkania się z rodziną. 
Na początku sierpnia Tadeusz został przewieziony do więzienia w Sosnowcu-Radosze. Transport odbywał się koleją. Na całą drogę, bez względu jak długo trwała, każdy z aresztowanych dostawał rację żywnościową w postaci połowy bochenka chleba i kostki słoniny. Nie gwarantowano żadnych napojów.
Pobyt w więzieniu w Sosnowcu rozpoczął się od kwarantanny. Polegała ona na tym, iż wszyscy nowi więźniowie zgromadzeni byli w jednej dużej celi. W czterech narożnikach tego pomieszczenia umieszczone były ubikacje, tak zwanie „kible”- metalowe pojemniki przykryte pokrywą, które cały czas były zajęte ze względu na przepełnienie. Pod ścianami więźniowie spali zwróceni głowami do ściany, na środku dwa rzędy zwrócone głowami do siebie. Było tak ciasno, że wszyscy musieli leżeć na tym samym boku. Jeśli ktoś chciał się przewrócić na drugi bok, zmuszony był do czekania, aż uczynią to wszyscy na komendę „na drugi bok”.     
Janek w tym czasie z Poznania został przewieziony innym transportem do Sosnowca-Radochy. Więzienie to było miejscem, z którego transportowano więźniów do kopalń i kamieniołomów. Z Sosnowca Janek został przewieziony do Knurowa, gdzie pracował w kopalni. Wrócił do Kazimierza Biskupiego ze złamaną ręką po wypadku w pracy. Młodzi przyjaciele spotkali się dopiero po wyjściu Tadeusza z więzienia.
18 września 1954 r. Tadeusz Niemczewski został przewieziony do Jaworzna. Transport na tak małą odległość odbywał się w samochodach ciężarowych pod plandekami w eskorcie uzbrojonych żołnierzy. Dostał przydział do pracy w kopalni „Kościuszko Nowa”. 
Pierwszego dnia pracy po zjechaniu na dół kazano panu Tadeuszowi iść jednym z chodników. Nie zdążył jednak przejść nawet kilkudziesięciu kroków, gdy lampka karbidowa zgasła od kapiącej zewsząd  wody. Można sobie wyobrazić, co czuł „górnik nowicjusz”. Pierwszy raz w kopalni, głęboko pod ziemią, ciemno, wszystko obce. Włączyło się jakieś urządzenie, które hałasowało i powodowało drżenie chodnika. Na szczęście doszedł po omacku do celu. Droga jednak zajęła 8 godzin. 
To przeżycie i opowieści długoletnich pracowników o licznych wypadkach i zgonach w kopalni skłoniły pana Niemczewskiego do podjęcia desperackiej decyzji. Mimo ostrzeżeń życzliwych mu ludzi postanowił odmówić pracy w tak niebezpiecznym miejscu. Spotkały go za to obelgi, potem go zastraszano, a na koniec „poproszono” o podpisanie „lojalki”. Za odmowę pracy i „współpracy” oraz brak pokory karą była izolatka. W czasie odosobnienia zmniejszano porcje żywnościowe oraz nie wyprowadzano więźniów na spacery, ale najgorsze było zimno. Szyby powybijane, kaloryfer zimny, a na dworze bardzo niska temperatura. Przez dwa miesiące pobytu w izolatce w Jaworznie Tadeusz Niemczewski jeszcze tylko raz był wezwany na przesłuchanie, na którym zapytano: „Czy obywatel zastanowił się nad współpracą?”. Po przeczącej odpowiedzi usłyszał, że zostanie przewieziony do cięższego więzienia, skąd może już żywy nie wyjść.
1968 r. Tadeusz Niemczewski z rodziną
1968 r. Tadeusz Niemczewski z rodziną

Od 17 listopada 1954 r. przyszło panu Niemczewskiemu przeżyć kolejne miesiące więzienia, tym razem w Rawiczu. W „białym bloku” dla więźniów politycznych niepodzielnie królował blokowy Andrzej Kukowka, który znęcał się fizycznie nad więźniami, aż do rozlewu krwi. W późniejszym czasie Polska Podziemna wydała na niego wyrok, jednak nie udało się go wykonać.
W Rawiczu pan Niemczewski przebywał do 20 kwietnia 1955 r. Potem ponownie został przetransportowany do Sosnowca–Radochy, skąd 27 kwietnia przewieziono go do Ośrodka Pracy w kopalni Czeladź. Pracował na dole w kopalni do 3 lipca. W tym czasie dwukrotnie mógł stracić życie w wypadkach. Za pierwszym razem omal nie zginął od porażenia prądem. Drugim razem centymetry dzieliły go od zgniecenia przez wózki. Przed wyjściem na wolność pracował jeszcze przy podczepianiu wagonów w Młodzieżowym Ośrodku Pracy w kopalni Milowice. 
30 października 1955 r. został warunkowo zwolniony z odbywania kary. Wrócił do szkoły. W 1958 r. zdał maturę. Chciał kontynuować naukę. Złożył dokumenty na studia, niestety z „braku miejsc” nie został przyjęty. W rejonie zamieszkania nie mógł znaleźć pracy, znalazł ją w Chociczy Wielkiej koło Wrześni, gdzie pracował jako nauczyciel biologii i historii. Zaangażował się w pracę dla tamtejszej drużyny harcerskiej. Wprowadził obowiązkowe umundurowanie, naukę musztry, organizował często zbiórki w plenerze. Zaangażowanie w pracy z drużyną zostało zauważone w komendzie hufca. Zimą został skierowany na kurs instruktora na zimowisku w Szklarskiej Porębie. Wtedy wydano mu zaświadczenie o częściowym ukończeniu kursu na stopień przewodnika ze specjalnością harcerską. 
W okresie Bożego Narodzenia pan Niemczewski postanowił zorganizować dla swoich harcerzy opłatek, taki jak przed laty w Kazimierzu Biskupim. Wyprowadził całą drużynę do lasu, w przygotowane wcześniej miejsce, gdzie na polanie był przybrany świerk. Po odśpiewaniu modlitwy harcerskiej i podzieleniu się opłatkiem śpiewali kolędy. Różne były opinie mieszkańców na temat tego wydarzenia. Jedni chwalili, a inni ze strachu lub wierząc w idee systemu komunistycznego, uznali, że wielkim błędem jest uczenie dzieci modlitwy i kultywowanie tradycji religijnych. Gdy na wiosnę znów miał się odbyć kurs instruktorski, dla pana Niemczewskiego „zabrakło” miejsca. 
W maju we Wrześni odbyła się narada wydziału oświaty, do którego należała Chocicza Wielka. Zmuszono nauczycieli do podpisywania przygotowanych wcześniej oświadczeń, jakoby domagali się szkoły świeckiej i wycofania religii. Pan Niemczewski jako  jedyny z całego ogniwa oświaty wrzesińskiej odmówił podpisania oświadczenia. Niedługo czekał na konsekwencje - z końcem roku szkolnego został zwolniony z pracy.
1 stycznia 1963 r. wrócił do pracy w Kopalni Węgla Brunatnego w Koninie. Został przyjęty początkowo na stanowisko referenta w magazynie. Wkrótce został przodowym na przenośniku. Następny awans nastąpił po ukończeniu technikum górniczego. Było to stanowisko nadgórnika. W 1969 r. został technikiem nadzoru. W następnych latach awans zawodowy w kopalni był niemożliwy, gdyż pan Tadeusz konsekwentnie odmawiał wstąpienia do PZPR. 
W 1964 r. pan Tadeusz zmienił stan cywilny. Ożenił się z Janiną Kazimierą Zielińską z Lubania. W 1966 r. przyszedł na świat syn Zbyszek, a w 1968 r. córka Magdalena.
 
Boże Narodzenie 2011 r. Tadeusz Niemczewski z żoną
Boże Narodzenie 2011 r. Tadeusz Niemczewski z żoną

Na jakiś czas przed zakończeniem pracy w kopalni pan Tadeusz podjął decyzję o rozpoczęciu prywatnej działalności. W 1975 r. wyjechał do Lubania, gdzie przez trzy lata mieszkał, uczył się i pomagał szwagrowi w pieczarkarni. Po tym okresie wrócił do Konina, by w Kazimierzu Biskupim pobudować własną pieczarkarnię. Choć ówczesne władze robiły duże trudności tzw. prywaciarzom, udało się pobudować pieczarkarnię, która była największą w rejonie i jedną z największych w województwie.
Na początku lat 90. sytuacja gospodarcza zmieniła się, został wdrożony plan Balcerowicza i to spowodowało brak rentowności pieczarkarni. Koszty przewyższały zyski, a zamówienia w wielu przypadkach zmniejszyły się o 90 proc. Założony na osiedlu sklep spożywczo-przemysłowy też musiał zamknąć. Przeszedł na zasiłek dla bezrobotnych. Z bezrobotnego w wieku 60 lat zmienił się w emeryta. Potem jeszcze raz zajął się handlem. Tym razem wraz z synem otworzył skład materiałów budowlanych. Było to bardzo udane przedsięwzięcie, gdyż na osiedlu Południe powstawało wiele nowych domów. 
Tadeusz Niemczewski jest członkiem Związku Więźniów Politycznych i Represjonowanych Okresu Stalinowskiego oraz członkiem „Jaworzniaków” Związku Młodocianych Więźniów Politycznych lat 1944-1956. Swoją społecznikowską pasję realizował po wyjściu z więzienia, kiedy wstąpił do OSP, gdzie w 1962 r. zorganizował Harcerską Młodzieżową Drużynę Pożarniczą. W latach 90. był organizatorem Ruchu Odbudowy Polski.

Dariusz Biernacki    
Kazimierz Biskupi 2017 r.

Tadeusz Niemczewski zmarł 27 października 2024 r. 
 
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
link stat4u